|
poniedziałek, 31 maja 2010 15:00 |
|
Czy samochód zaprojektowany równe 20 lat temu może budzić emocje? Jak najbardziej. Doskonałym przykładem jest McLaren F1, który został kupiony m.in. Erica Claptona i aktora wcielającego się w rolę Jasia Fasoli.
W 1988 roku zespół przygotowujący bolidy Formuły 1 podjął decyzję o przygotowaniu najlepszego sportowego samochodu świata. Prototyp był gotowy dwa lata później, a w 1992 roku rozpoczęto sprzedaż McLarena F1.
Samochód był wyjątkowy pod każdym względem. Fotel kierowcy umieszczono centralnie, by zapewnić jak najlepsze wyważenie. Po obu stronach znalazły się dwa siedzenia dla pasażerów. 12-cylindrowy silnik zakupiono w BMW. W zależności od ustawień sześciolitrowiec generował 636-680 KM. Usuwanie nadmiaru ciepła z komory silnika usprawniono wykładając ją folią wykonaną ze… szczerego złota.
Osiągi McLarena F1 będą imponujące przez najbliższe dziesiątki lat. Auto potrzebuje 28 sekund na przyśpieszenie od 0 do… 322 km/h! Prędkość maksymalna wynosi 372 km/h. Po zdjęciu ogranicznika obrotów wynik wyśrubowano do 391 km/h, a zdaniem wielu ekspertów drobne poprawki wystarczyłyby, żeby McLaren pomknął jeszcze szybciej.
 Dbałość o zachowanie niskiej wagi sprawiło, że McLaren F1 może poszczycić się lepszym stosunkiem masy do mocy od Ferrari Enzo, a nawet Bugatti Veyrona! Mimo bezkompromisowego charakteru McLaren nie był spartańsko wyposażony. Drogowe wersje otrzymywały klimatyzację, elektrycznie sterowane szyby, centralny zamek i nagłośnienie Kenwood. Położenie kierownicy oraz pedałów dobierano indywidualnie z każdym klientem, by zagwarantować jak najbardziej ergonomiczną pozycję. Każdy z samochodów wyposażono w modem, umożliwiający zdalną diagnostykę elektroniki przez inżynierów z centrali firmy.
Warto dodać, że McLaren F1 do dzisiaj pozostaje najszybszym, seryjnie produkowanym samochodem z wolnossącym silnikiem. Brytyjski pojazd był także pierwszym drogowym autem, którego nadwozie wykonano w całości z włókna węglowego.
Do sprzedaży trafiło sto McLarenów F1. W gronie posiadaczy samochodu znalazł się m.in. Eric Clapton i Rowan Atkinson. Komik wcielający się w rolę Jasia Fasoli uszkodził wyjątkowe auto, uderzając w Rovera Metro.
Aktualnie ceny używanych potrafią sięgnąć czterech milionów dolarów.
(Źródło: onet.pl, foto: mclaren) |
|
niedziela, 30 maja 2010 08:00 |
 W dorocznym konkursie na najlepsze produkty flotowe Fleet Awards Polska, organizowanym przez Fleet Management Institute, modele Toyoty odniosły zwycięstwo w czterech kategoriach, zdobywając w ten sposób tytuły Samochodu Flotowego Roku 2010.
Konkurs Fleet Awards Polska odbywa się co roku. Wybierane są najlepsze samochody w podziale na kategorie, z czego w najnowszej edycji w czterech najcenniejsze laury zebrała Toyota.
Oto zwycięskie modele w poszczególnych kategoriach:
- w kategorii pick-up: Hilux - w kategorii mały samochód MPV: Toyota Verso - w kategorii mini: Toyota iQ, - w kategorii samochód mały: Toyota Yaris.
"Każde zwycięstwo w plebiscycie Fleet Awards to ogromny sukces, ponieważ jego jurorami są profesjonaliści, których praca polega na wyborze auta do firmy i codziennym zarządzaniu parkami samochodowymi firm. Są to ludzie, których zadaniem jest minimalizacja kosztów związanych z eksploatacją floty samochodów, maksymalizacją jej mobilności i bezpieczeństwa użytkowników. Odczuwam dumę, że samochody Toyoty uzyskały do tej pory już ponad 20 tytułów Samochodu Flotowego Roku." - powiedział Hubert Stańczyk, kierownik sprzedaży korporacyjnej Toyota Motor Poland.
Fleet Awards Polska (FAP) to jedyny w Polsce plebiscyt flotowy będący jednym z największych tego typu wydarzeń w Europie. W ramach konkursu FAP co roku wybierani są najlepsi fleet managerowie oraz samochody, produkty i usługi flotowe. W głosowaniu biorą udział osoby mające wpływ na zarządzanie flotą samochodową: fleet managerowie, specjaliści, kierownicy oraz dyrektorzy ds. transportu, logistyki, finansów, administracji, zakupów, członkowie zarządu) z wyłączeniem pracowników koncernów motoryzacyjnych, dealerów, importerów samochodów.
W ramach plebiscytu Fleet Awards Polska wyłaniani są laureaci w trzech kategoriach: - Produkt / Usługa Flotowa Roku - Fleet Manager Roku - Samochód Flotowy Roku
Samochody są oceniane w 17 klasach: Mini, Mały, Średnia, Średnia Premium, Średnia Wyższa, Średnia Wyższa Premium, Wyższa Premium, Luksusowa, Użytkowy furgon (do 2,29 t), Użytkowy furgon (od 2,3 do 2,89 t), Użytkowy furgon (od 2,9 do 3,5 t), Pick-up pełne odliczenie VAT, Mały MPV, Duży MPV, Mały SUV, Duży SUV oraz Samochód ciężarowy.
(Źródło: onet.pl) |
|
piątek, 28 maja 2010 08:13 |
|

Komisja Europejska przyjęła nowe rozporządzenie UE dotyczące sprzedaży i serwisowania samochodów. Ma być korzystne dla konsumentów, zapewniając im dostęp do tanich części zamiennych i napraw w nieautoryzowanych serwisach bez utraty gwarancji.
Nowe przepisy, które zastąpią od 1 czerwca obecne rozporządzenie "w zakresie dystrybucji i serwisowania pojazdów silnikowych", gwarantują prawo klientów do tańszych nieoryginalnych części zamiennych oraz przeglądów i serwisowania samochodów w atrakcyjnych cenowo nieautoryzowanych warsztatach. To istotne dla posiadaczy samochodów - naprawy stanowią ok. 40 proc. kosztów utrzymania pojazdu - a także dla niezależnych warsztatów, które będą mogły łatwiej konkurować z autoryzowanymi serwisami.
Unijny komisarz ds. konkurencji Joaquin Almunia przedstawił rozporządzenie jako prorynkowe i prokonsumenckie. "Jestem przekonany, że nowe ramy prawne przyniosą odczuwalne korzyści konsumentom wraz z obniżeniem kosztów napraw i utrzymania aut" - podkreślił. "Wszystkie usługi, za które trzeba płacić, kierowca będzie mógł zrealizować w nieautoryzowanym serwisie bez utraty gwarancji" - dodał. Teraz zdarza się, że dla zachowania gwarancji trzeba jeździć do autoryzowanej stacji nawet po wymianę oleju. Natomiast w autoryzowanych serwisach będą się nadal odbywać bezpłatne naprawy w ramach gwarancji.
"Mam nadzieję, że ceny napraw spadną jak najszybciej. Sam, jako użytkownik samochodu i komisarz, chcę szybko zobaczyć korzyści z tego rozporządzenia, ale nie potrafię powiedzieć, ile to będzie" - powiedział komisarz. O skali marż na rynku napraw i serwisowania świadczy fakt, że ceny za te same usługi różnią się czasem o 100 proc. - dodał.
Komisja Europejska tłumaczy, że dzięki nowym przepisom będzie jej łatwiej zwalczać nieuczciwe praktyki producentów samochodów, którzy np. nie chcą zdradzać niezależnym warsztatom i producentom części informacji technicznej pojazdu. Starała się je zresztą zwalczać także w okresie obowiązywania dotychczasowego rozporządzenia, w 2006 r. występując przeciwko koncernom Toyota, Mercedes, Fiat i Opel za ograniczanie konkurencji. Ponadto, autoryzowane serwisy mają mieć prawo do stosowania nieoryginalnych części zamiennych oraz odsprzedawania uzyskanych od producenta oryginalnych części niezależnym warsztatom - tak, by zapewnić jak największy wybór konsumentom.
By kierowcy, a także właściciele niezależnych warsztatów mieli jasność, że można korzystać z nieautoryzowanych serwisów i części zamiennych, Komisja Europejska zapowiada wydanie specjalnej broszury informacyjnej w formie pytań i odpowiedzi. Był to jeden z apeli Parlamentu Europejskiego, który na początku maja poparł prokonsumenckie rozporządzenie ws. samochodów.\
Almunia tłumaczył, że szczegółowe zasady są potrzebne ze względu na brak skutecznej konkurencji, którą odczuwają klienci: o ile ceny aut spadają, to koszt napraw rośnie, bo stawki są windowane przez autoryzowane serwisy. Komisarz ostrzegł nawet, że to zniechęca do regularnego odwiedzania warsztatów samochodowych, co zagraża bezpieczeństwu na drogach. Zwłaszcza, że mniej bezpieczne, starsze samochody wymagają częstszego serwisowania.
Polscy niezależni producenci i dystrybutorzy części motoryzacyjnych oraz właściciele nieautoryzowanych warsztatów domagali się od KE takich rozwiązań, przestrzegając, że dominacja wielkich koncernów na rynku napraw, serwisowania i części zamiennych zagraża przetrwaniu polskich firm. Już na początku marca polska "Koalicja na rzecz Prawa do Naprawy" w przesłanym PAP stanowisku wyraziła zadowolenie, że KE zamierza zabronić producentom pojazdów nieuczciwych praktyk, zakazujących współpracującym z nimi producentom części i narzędzi dostarczania wyrobów jednocześnie na rynek wtórny.
Z czwartkowej decyzji KE nie jest natomiast zadowolona część samochodowych sieci dealerskich. KE ogłosiła bowiem, że w 2013 roku wygasną obecne przepisy ułatwiające zakładanie salonów oferujących wiele marek samochodów. KE uważa, że nie ma potrzeby szczególnych zachęt: rynek sprzedaży samochodów jest wystarczająco konkurencyjny, a nowe firmy nie mają problemu z wejściem ze swoją ofertą. KE doszła do wniosku, że obecne skomplikowane zasady tylko przyczyniają się do wzrostu kosztów dystrybucji, które stanowią nawet 30 proc. ceny nowego samochodu.
Dlatego rynek sprzedaży aut ma być traktowany tak jak każdy inny. Zdaniem KE, salony oferujące wiele marek będą bez trudu istniały na rynku wraz z punktami sprzedającymi auta jednego producenta. Ma o tym decydować zapotrzebowanie: na przykład na odludnych, wiejskich terenach, bardziej opłacalna jest sprzedaż wielu samochodów pod jednym dachem niż prowadzenie osobnych salonów. Obecnie taka forma sprzedaży to 3 proc. rynku.
(Źródło: onet.pl) |
|
czwartek, 27 maja 2010 08:39 |
|

O problemie z blokującymi się pedałami gazu w różnych modelach Toyoty wiedzą wszyscy. Nawet osoby w minimalnych stopniu zainteresowane motoryzacją. Afera nie zakończyła się wraz z ogłoszeniem akcji serwisowej. Na jaw wychodzą kolejne fakty.
Serwis washingtonpost.com poinformował, że defekt pedału gazu mógł spowodować śmierć aż 89 osób. To jednak nie koniec szokujących doniesień. Zajmująca się bezpieczeństwem na drogach, amerykańska instytucja The National Highway Traffic Safety Administration w ciągu ostatnich dziesięciu lat odebrała aż 6,2 tysiąca sygnałów o nieprawidłowym działaniu pedału przyśpieszenia w różnych modelach Toyoty.
Dlaczego nie szukano przyczyny problemu? Przedstawiciele Toyoty zapewniają, że w bazach NHTSA znajduje się także wiele uwag o defektach stwierdzanych w samochodach innych marek, jednak informacje nie są wystarczająco szczegółowe, by umożliwić szybkie zdiagnozowanie i usunięcie problemu problemu.
Czasu nie uda się cofnąć. Można jednak dołożyć starań, by podobne zdarzenia nie miały miejsca w przyszłości. Serwis washingtonpost.com informuje, że Kongres bierze pod uwagę możliwość zaostrzenia prawa. Nowe regulacje mają przewidywać surowsze karanie producentów. W grę wchodzi zwiększenie uprawnień rządu, który ma mieć możliwość żądania akcji serwisowej albo wywarcia nacisku na producenta w celu wprowadzenia rozwiązań gwarantujących pełne bezpieczeństwo.
(Źródło: onet.pl)
|
|
środa, 26 maja 2010 11:21 |
 Cosworth Subaru Impreza STI CS400 to efekt pracy brytyjskiego tunera oraz japońskiego koncernu. Nie wszystko poszło po myśli obu firm. Ceny specjalnej wersji Imprezy wyciekły kilka dni przed planowanym terminem.
400-konna wersja Imprezy została zaprezentowana w marcu bieżącego roku. Teraz pojawiły się pierwsze oficjalne fotografie modelu.
Pod maskę auta trafi 2,5-litrowy silnik typu bokser, który po przeróbkach w postaci zamontowania ulepszonych tłoków, korbowodów, łożysk i uszczelki pod głowicą, a także dzięki przeprogramowaniu komputera sterującego silnikiem, zmodyfikowaniu turbiny i użyciu zmienionego wydechu, generuje moc 400 KM przy 5 750 obr./min, co jest wynikiem o 100 KM lepszym od osiągnięcia Imprezy STI, na którym Cosworth bazuje.
Według producenta samochód będzie przyśpieszał od 0 do 100 km/h w 3,7 sekundy (wersja STI potrzebuje na to ok. 5,2 sekundy). Lepsza dynamika to nie wszystko. Impreza tuningowana przez Coswortha otrzyma także nowe zawieszenie, skuteczniejszy układ kierowniczy i lepsze hamulce.
Sprzedaż samochodu ma rozpocząć się w przyszłym miesiącu. Już teraz wiadomo jednak, że auto będzie kosztowało 50 tysięcy funtów, czyli ok. 58 tysięcy euro.
Dużo, jednak dealerzy nie powinni mieć problemów ze sprzedaniem wszystkich egzemplarzy. Cosworth Subaru Impreza STI CS400 powstanie w serii składającej się z 75 samochodów.
(Źródło: onet.pl) |
|
środa, 26 maja 2010 08:05 |
|

Kolizje na polskich drogach zdarzają się codziennie, a widok uszkodzonych samochodów stojących na drodze, na ogół nie wzbudza emocji wśród postronnych świadków. Jednak rozbite Ferrari to już zupełnie co innego.
Ferrari 458 Italia to jeden z najnowszych sportowych modeli włoskiej marki. Oficjalna premiera samochodu odbyła się we wrześniu zeszłego roku na targach motoryzacyjnych we Frankfurcie. Zaprojektowana przez Pininfarinę karoseria skrywa potężny motor V8 o poj. 4,5 litrów, co pozwala samochodowi na rozpędzenie się od 0 do „setki” w 3,4 s.
Do zdarzenia z udziałem włoskiego supersamochodu doszło na ulicy Armii Krajowej we Wrocławiu. Liczący nieco ponad 20 lat kierowca Ferrari, chcąc uniknąć zderzenia z małym busem zmieniającym pas ruchu tuż przed skrzyżowaniem, skręcił w lewo, uderzając w jadącego obok VW Borę. 
Za winnego całego zdarzenia uznano młodego kierowcę Ferrari, który w terenie zabudowanym, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km/h, ponad dwukrotnie przekroczył ten limit.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Ferrari zostało zakupione przez właściciela niespełna dwa miesiące wcześniej. Fabrycznie nowe auto to w przeliczeniu wydatek rzędu ok. 700 tys. zł.
Zobacz rozbite Ferrari 458 Italia
(Źródło: onet.pl) |
|
wtorek, 25 maja 2010 08:01 |
|

800 mln zł wynoszą szacunkowe straty związane ze zniszczeniem sieci dróg krajowych spowodowanym przez powódź - poinformował rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Marcin Hadaj.
Największe szkody woda wyrządziła m.in. na Śląsku i w Małopolsce.
"Straty na istniejącej sieci dróg szacunkowo wynoszą 800 mln zł. Takie pieniądze trzeba będzie wydać, żeby doprowadzić te zniszczone i zalane drogi do stanu przed powodzią" - powiedział w poniedziałek Hadaj. Dodał, że dokładniejsze wyliczenia będą znane w ciągu kilkunastu dni.
Zaznaczył, że na razie są to wstępne szacunki, które mogą się zmienić. "Straty mogą się zwiększyć w związku z tym, że fala powodziowa przesuwa się na północ i zalewa kolejne województwa, a tym samym kolejne drogi" - dodał.
Według Dyrekcji, największe szkody w sieci dróg występują na Śląsku, Małopolsce, a także w okolicach Sandomierza.
"Do tych 800 mln zł dochodzą straty związane z nowymi inwestycjami. Tutaj sytuacja jest trochę lepsza, dlatego, że inwestycje w czasie realizacji są ubezpieczane, więc tutaj działa trochę inny mechanizm finansowy" - powiedział Hadaj.
W piątek w Sejmie wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz powiedział, że powódź spowodowała ograniczony ruch drogowy na ponad 300 km. Dodał, że są duże straty w budowach dróg, więc ich harmonogramy ulegną zmianie. Jako przykład podał inwestycje prowadzone m.in. w oddziale krakowskim na drodze krajowej nr 7 Gdańsk-Warszawa-Chyżne, budowę A4 Węzeł Szarów-Węzeł Brzesko i drogi ekspresowej S-7 od węzła Bieżanów do węzła Igołomska-Ptaszyckiego.
(Źródło: PAP/onet.pl) |
|
wtorek, 25 maja 2010 14:27 |
|

Blisko 60-kilometrowy odcinek autostrady A4 pomiędzy Szarowem a Tarnowem w Małopolsce zostanie oddany do użytku przed Euro 2012, o ile nie pojawią się nowe, niekorzystne zjawiska - ocenił dyrektor krakowskiego oddziału GDDKiA Jacek Gryga.
Według wstępnych szacunków krakowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad łączna wielkość strat spowodowanych przez powódź na drogach krajowych w Małopolsce wynosi około 77 mln zł. Opóźnienia w realizowanych właśnie inwestycjach drogowych wyniosą od 20 do 30 dni, w stosunku do harmonogramów założonych na początku.
- Budowa autostrady A4 w Małopolsce miała się zakończyć tuż przed Euro 2012 z pewnym marginesem bezpieczeństwa. Powódź zdecydowanie zmniejszyła ten margines, ale jeśli nie pojawią się następne niekorzystne zjawiska, to termin będzie utrzymany - powiedział podczas konferencji prasowej Gryga. Pierwotny termin zakończenia tej inwestycji drogowej wyznaczony na styczeń-luty 2012 roku zostanie przedłużony o 20-40 dni.
Według drogowców obecnie prace na budowie autostrady A4 pomiędzy Szarowem i Tarnowem są całkowicie wstrzymane. Trasa budowanej autostrady przebiega bowiem przez teren dwóch najbardziej dotkniętych powodziom miejscowości w regionie: Proszówek i Cikowic, tam też znajduje się biuro budowy, do którego na razie nie da się dojechać. Wstrzymano także prace palowe między wałami pod most na rzece Dunajec.
Przedstawiciele GDDKiA podkreślają, że budowa autostrady na tych terenach jest na wstępnym etapie, więc zniszczenia nie będą tak kosztowne, jakby były w zaawansowanej fazie robót.
Według wstępnych szacunków krakowskiego oddziału GDDKiA, łączna wielkość strat spowodowanych przez powódź na drogach krajowych w Małopolsce wynosi około 77 mln zł. Z tej kwoty straty na drogach mają wartość 51 mln zł, a na obiektach mostowych - 26 mln zł.
Najwięcej będzie kosztować naprawa drogi nr 4 pomiędzy Wieliczką i Pogórską Wolą (10,5 mln zł), fragmentu południowej autostradowej obwodnicy Krakowa (8,5 mln zł) oraz odcinka drogi nr 75 od Niepołomic do Muszynki (9,5 mln zł).
(Źródło: onet.pl, fot. www.krakow.gddkia.gov.pl) |
|
poniedziałek, 24 maja 2010 10:19 |
|

Od 1974 roku Volkswagen Golf jest najważniejszym graczem w segmencie aut kompaktowych. Najnowsza generacja auta została dopracowana pod każdym względem. W palecie brakowało jedynie wersji elektrycznej, jednak Volkswagen postanowił nadrobić zaległości.
Firma potwierdziła, że elektryczny Golf wejdzie do produkcji seryjnej w 2013 roku. Pierwsze egzemplarze pojawią się na drogach dużo wcześniej. W przyszłym roku VW zamierza przygotować partię 500 prototypowych Golfów blue e-motion.
//
//
Każdy z nich otrzyma silnik rozwijający 115 KM i 270 Nm. Wysoki moment obrotowy zagwarantuje dobre przyśpieszenie. Na sprint do "setki" elektryczny Volkswagen będzie potrzebował 11,8 sekundy. Prędkość maksymalna Golfa blue e-motion wynosi 140 km/h, co umożliwi swobodne poruszanie się nie tylko po obszarze zabudowanym, ale także po autostradach.
Jednostka napędowa będzie czerpała energię z pakietu litowo-jonowych akumulatorów, których pojemność wystarczy do pokonania 150 kilometrów. Baterie zostały umieszczone w bagażniku. Pojemność kufra spadła do wciąż akceptowalnych 237 litrów. Konstruktorzy dołożyli także starań, by Golf nie był przesadnie ciężki. Mimo obecności pakietu akumulatorów samochód waży 1545 kilogramów.
Rozpoczęcie produkcji Golfa blue e-motion ma poprzedzić debiut miejskiego modelu Up blue e-motion. W 2013 roku do salonów sprzedaży powinna trafić także elektryczna Jetta. Równoczesna prezentacja kilku modeli jest częścią przemyślanej strategii. Niemiecki rząd liczy, że do 2020 roku po tamtejszych drogach będzie poruszał się milion samochodów z elektrycznym napędem. Volkswagen nie kryje, że zamierza być ich głównym dostawcą.
(Źródło: onet.pl, foto: volkswagen) |
|
poniedziałek, 24 maja 2010 07:54 |
|

Po ponad 10 latach od zakończenia produkcji model 205 GTi, Peugeot wraca do charakterystycznego oznaczenia swoich modeli. Francuska marka zaprezentowała właśnie model 308 GTi.
Samochód będzie oferowany z takim samym silnkiem, jaki znajdzie się pod maską sportowego modelu RCZ. 1,6-litrowa jednostka pozwoli kierowcy na dysponowanie mocą 200 KM. Tym samym samochód stanie się rynkowym konkurentem sportowej wersji Volkswagena Golfa GTI, który wyposażony jest w 211-konna jednostkę napędową.
Dzięki nowatorskiej konstrukcji, zamontowany w Peugeocie silnik THP, zadba o dostarczenie 275 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Dzięki temu samochód wyposażony w 6-stopniową skrzynię biegów, będzie mógł przyspieszyć od 0 do „setki” w ciągu 7.7 sekund, spalając podczas jazdy 6,9 l/100 km.
Inżynierowie Peugeota zadbali także o wzmocnienie zawieszenia modelu GTi oraz rasowy wygląd auta. Poza 18-calowymi kołami, samochód będzie wyróżniał się m.in. nowym tylnym zderzakiem zintegrowanym z dyfuzorem, spojlerem dachowym oraz dwoma chromowanymi końcówkami wydechu.
Samochód trafi do salonów dealerskich we Francji w czerwcu. Jego cena w przeliczeniu wyniesie ok. 109 tys. zł.
(Żródło: onet.pl) |
|
|
piątek, 21 maja 2010 10:34 |
 Według informacji niemieckiego pisma "Auto Bild", Fiat Uno nowej generacji trafi do klientów w Europie dzięki produkcji, której podejmą się zakłady w Tychach. Samochód ma kosztować około 7 500 euro.
Według nieoficjalnych doniesień niemieckiej gazety, nowy Fiat Uno, którego sprzedaż rozpocznie się niebawem na rynkach Ameryki Północnej, ma trafić do klientów z Europy.
Następca znanego w Polsce modelu z lat 80. i 90. ubiegłego stulecia wytwarzany ma być w zakładach Fiata w Tychach. Premiera spodziewana jest w roku 2012.
Trudno jest na razie ustalić, czy informacje niemieckiego dziennika są wiarygodne. Samochód ma ponoć kosztować około 7 500 euro.
Na razie nowy Fiat Uno znany jest wyłącznie w wersji, którą przygotowano z myślą o rynku brazylijskim. |
|
piątek, 21 maja 2010 10:16 |
|

Miłośników aut z czterema pierścieniami na masce z pewnością ucieszy fakt, że nowy model w gamie Audi jest już w trakcie testów. Tym bardziej, że mowa tu o modelu S7.
Pierwsze szpiegowskie zdjęcia usportowionego modelu Audi, fotografowie zrobili nieopodal słynnego toru wyścigowego Nürburgring w Niemczech.
Pomimo solidnego kamuflażu, rasowy charakter S7 jest nie do ukrycia. Uwagę zwracają cztery końcówki rozgałęzionego wydechu, specjalistyczny układ hamulcowy oraz potężne obręcze kół, odznaczające się czarną barwą.
Zmiany w stosunku do podstawowej wersji samochodu swoje odzwierciedlenia znajdują w przeprojektowanych zderzakach oraz tylnym spojlerze. S7 prawdopodobnie zostanie także wyposażone w sportowe zawieszenie, co poprawi właściwości trakcyjne auta.
Pod maską sportowca z Ingolstadt może znaleźć się silnik V8 o poj. 4,2 litra, który aktualnie jest stosowany w modelu RS5. Tak skonfigurowane Audi dysponowałoby mocą 450 KM i maksymalnym momentem obrotowym rzędu 430 Nm. Alternatywą dla tego motoru może stać się jeden z dwóch silników V10 o poj. 5,2 lub 5,0 litrów. Wtedy pod maską niemieckiego auta pracowałoby 588 lub 580 KM.
(Żródło: onet.pl, fot: AFP) |
|
piątek, 21 maja 2010 08:47 |
 W ten weekend miłośnicy oryginalnych aut będą mieli swoje święto w Krakowie. Przedsmak 8. Tuning Show można było poczuć już w czwartek, podczas specjalnej prezentacji poprzedzającej to niecodzienne wydarzenie.
Jak co roku na międzynarodowej imprezie będzie można zobaczyć wiele ciekawych egzemplarzy samochodów, których próżno szukać na polskich drogach. Wśród atrakcji przygotowanych przez organizatorów oprócz licznych prezentacji zmodyfikowanych aut, znajdą się różnego typu pokazy i zawody, które wyłonią najlepsze auta i ich kierowców.
Czwartkowy prolog imprezy, odbył się pomimo niekorzystnych warunków atmosferycznych. Spośród zaprezentowanych samochodów i żużlowego motocykla, największa uwaga zebranych widzów skupiła się na oryginalnym Seacie Ibizie.
Pomysł na stylizację samochodu został zaczerpnięty z filmu „Piraci z Karaibów” i trzeba przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Karoseria hiszpańskiego auta, za pomocą aerografu została ozdobiona licznymi filmowymi motywami, które swoją barwą doskonale kontrastują ze srebrnym lakierem Seata.
Wnętrze Ibizy także nie oparło się interwencji tunerów. Seryjna tapicerka ustąpiła miejsca brązowym elementom wykonanym z naturalnej skóry, takiej samej, jaka okala osłony silnika i akumulatora.
Jak przystało na prawdziwie pokazowy samochód, w bagażniku znalazł się zestaw caraudio, którego poszczególne elementy zostały wykonane na specjalne zamówienie właściciela auta. Potężne głośniki i wzmacniacze zgrabnie wkomponowały się w oryginalną zabudowę, oddającą klimat całego auta.
Przeprojektowane zderzaki w połączeniu z obniżonym zawieszeń i chromowanymi felgami o unikalnym wzorze dopełniły całości wrażenia, a trzeba pamiętać, że to dopiero przedsmak tego, co wydarzy się w weekend.
(fot. Krzysztof Zalas, źródło: moto.onet.pl) |
|
czwartek, 20 maja 2010 15:09 |
|

Rosyjski samochód Łada wraca na rynek Wielkiej Brytanii. Firma Renault, która jest akcjonariuszem zakładu w Togliatti zapowiedziała, że w ciągu najbliższych lat uruchomi produkcję na terenie Zjednoczonego Królestwa.
Wiceprezes Renault, Steve Norman przekonany jest, że nadszedł czas powrotu taniego samochodu na rynek brytyjski. Cena auta ma nie przekraczać 5 tys. funtów.
Łada została wycofana z Wielkiej Brytanii w 1997 roku po pięciu latach obecności na rynku z powodu nieprzestrzegania jakichkolwiek norm bezpieczeństwa i ochrony środowiska. W tym momencie Renault jest skłonne do zainwestowania by Łada powróciła na rynek brytyjski. Produkcja może się rozpocząć w ciągu dwóch lat.
Steve Norman, wiceprezes Renault podkreślił, że Wielka Brytania była jednym z niewielu rynków na którym był popyt na Ładę.
Norman przypomniał, że jakiś czas temu naśmiewano z Volkswagena przy okazji inwestycji w czeską Skodę.
(Źródło: onet.pl) |
|
|